Polska historia farm wiatrowych rozpoczęła się w 1991 r., gdy pierwsze turbiny stanęły w województwach: pomorskim i zachodniopomorskim. Mimo tego, że technologia ta jest częścią krajowego przemysłu energetycznego już od 35 lat, jej rzekomy wpływ na zdrowie i samopoczucie ludzi mieszkających w pobliżu wciąż budzi kontrowersje. W przestrzeni publicznej regularnie pojawiają się m.in. informacje dotyczące infradźwięków emitowanych przez obracające się wirniki wiatraków. Sprawdzamy, co na ten temat mówi nauka.
Polska wiatrowym tygrysem Europy Środkowo-Wschodniej
Krajobraz energetyczny Polski przechodzi metamorfozę, czego przykładem jest coraz większa liczba turbin wiatrowych. Pod koniec 2025 r. pracowało prawie 1500 instalacji wiatrowych o łącznej mocy niemal 11 gigawatów (GW) [1]. T wartość można porównać z zapotrzebowaniem generowanym przez powszechnie używane urządzenia elektryczne. Gdyby około 14 mln gospodarstw domowych (dane GUS) w Polsce w tym samym momencie włączyło czajniki elektryczne o mocy 2 kW, oznaczałoby to zapotrzebowanie na 28 GW mocy elektrycznej. Oznacza to również, że 11 GW mocy elektrowni wiatrowych pokrywa mniej więcej 40% zapotrzebowania na wrzątek wszystkich mieszkańców Polski. Eksperci z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej ogłosili, że polski sektor wiatrowy „osiągnął etap dojrzałości systemowej” [2].
Tempo rozwoju tej gałęzi gospodarki energetycznej w naszym kraju wyróżnia się na arenie międzynarodowej. Z raportu organizacji Wind Europa [3] z lutego 2026 r. wynika, że Polska jest na ósmym miejscu pod względem rozbudowy lądowej energetyki wiatrowej. Choć w ogólnym rozrachunku wyprzedzają nas Niemcy, Turcja, Szwecja, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania czy Finlandia, to w naszej części Europy nie mamy sobie równych. Polska jest dziś liderem inwestycji wiatrowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Efekty tej zielonej rewolucji odczuwalne są już w skali całego krajowego systemu energetycznego. W całym 2025 r. lądowa energetyka wiatrowa odpowiadała za 13,8% krajowej produkcji energii elektrycznej [4].
W przyszłości planowany jest dalszy rozwój tego sektora. Zgodnie z przyjętym w czerwcu 2026 r. Krajowym Planem w Dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), moc lądowych elektrowni wiatrowych ma wzrosnąć do ok. 16,5 GW do 2030 r. Prawdziwy skok technologiczny i inwestycyjny czeka Polskę jednak w kolejnych latach – cel na 2040 r. to osiągnięcie poziomu ok. 28,8 GW [5].
Szum w bibliotece, czyli prawda o niskich częstotliwościach
Choć farmy wiatrowe stanowią stały element polskiego krajobrazu, to widok olbrzymich, obracających się konstrukcji w sąsiedztwie domów budzi niepokój u części mieszkańców. Obawy dotyczą przede wszystkim zdrowia.
Na tym tle w przestrzeni publicznej pojawiła się teoria o „syndromie turbin wiatrowych” (ang. Wind Turbine Syndrome – WTS), zapoczątkowana w 2009 r. W medycynie nie jest to oficjalna jednostka chorobowa. Termin ukuła amerykańska pediatra dr Nina Pierpont i użyła go po raz pierwszy w samodzielnie wydanej książce Wind Turbine Syndrome: A Report on a Natural Experiment. Swoją teorię autorka oparła na podstawie wywiadów telefonicznych z 23 osobami, które już wcześniej deklarowały się jako przeciwnicy farm wiatrowych. Publikacja została odrzucona przez świat nauki ze względu na niereprezentatywną próbę oraz brak grupy kontrolnej podczas przeprowadzania badań [6]. W praktyce oznacza to, że autorka oparła swoje wnioski na opiniach nielicznej, stronniczo dobranej grupy osób, nie konfrontując ich choćby z doświadczeniami ludzi mieszkających z dala od turbin wiatrowych.
Pierpont przypisała wiatrakom wywoływanie szeregu dolegliwości, takich jak: szum uszny, zawroty głowy, kołatanie serca, nudności czy bezsenność. Ich bezpośrednią przyczyną miały być rzekomo infradźwięki generowane przez obracające się łopaty wirnika [6].
Infradźwięki to niesłyszalne dla ucha fale dźwiękowe o niskiej częstotliwości (poniżej 20 Hz). Występują one powszechnie w przyrodzie i generują je m.in. fale morskie, wodospady, burze czy ruchy tektoniczne. Infradźwięki powstają też na przykład podczas jazdy samochodem z otwartą szybą [7].
Jak wynika z publikacji Komitetu Inżynierii Środowiskowej PAN z 2022 r. pod tytułem Elektrownie wiatrowe w środowisku człowieka [8], nie ma jednoznacznych dowodów na to, że fale dźwiękowe z elektrowni wiatrowych – w tym także infradźwięki – wywierają negatywny wpływ na zdrowie lub samopoczucie człowieka. Pomiary wykonane wokół 28 farm wiatrowych w Polsce pokazały, że przy zabudowie mieszkaniowej w promieniu ok. 500 m od turbin praktycznie nie stwierdzono przekroczeń obowiązujących poziomów dopuszczalnych hałasu (40–45 dB w porze nocnej, w zależności od typu zabudowy). Warto zauważyć, że 40-45 dB to wartość porównywalna z szumem panującym w bibliotece.
Kwestia oddziaływania turbin wiatrowych na otoczenie znalazła odzwierciedlenie w polskich regulacjach prawnych. W marcu 2023 r. wprowadzono tzw. zasadę „700 metrów”, która określa minimalną odległość nowych turbin wiatrowych od budynków mieszkalnych [9].
Do kwestii potencjalnego wpływu elektrowni wiatrowych na zdrowie i komfort życia odniosła się również Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która przeanalizowała m.in. hałas słyszalny, infradźwięki oraz migotanie cieni towarzyszące pracy farm wiatrowych. W swoich wytycznych WHO określiła rekomendowany poziom hałasu dla turbin wiatrowych na poziomie 45 dB [10].
Wpływ turbin na zdrowie pod lupą
W maju 2026 r. opublikowano wyniki szeroko zakrojonego amerykańskiego badania dotyczącego wpływu obecności turbin wiatrowych na zdrowie mieszkańców [11].
Aby możliwie obiektywnie go ocenić, naukowcy połączyli dane o lokalizacji i okresie funkcjonowania około 75 tys. turbin w USA z długookresowymi, zebranymi w latach 2011–2023, danymi ankietowymi dotyczącymi zdrowia mieszkańców ponad 120 tys. gospodarstw domowych. Badacze uwzględnili również statystyki dotyczące zakupów środków nasennych i przeciwbólowych, które potraktowano jako dodatkowe, obiektywne wskaźniki problemów ze snem i dolegliwości bólowych. Ponadto porównali stan zdrowia poszczególnych rodzin przed i po uruchomieniu turbiny w ich okolicy.
W badaniu nie stwierdzono negatywnego wpływu turbin na zdrowie mieszkańców. Dotyczyło to m.in. bólów głowy, zaburzeń snu, stanów lękowych i depresji, a także korzystania ze środków nasennych i przeciwbólowych. Autorzy zaznaczyli jednak, że nie można całkowicie wykluczyć niewielkich negatywnych skutków zdrowotnych. Jednocześnie zwrócili uwagę, że oddziaływania, takie jak hałas, migotanie cieni czy zmiana walorów wizualnych otoczenia mogą wpływać na jakość życia i akceptację ze strony lokalnych społeczności, nawet jeśli nie wywołują negatywnych i możliwych do wykrycia skutków zdrowotnych.
Podsumowanie
Wnioski płynące m.in. z krajowych raportów PAN i najnowszych analiz z USA potwierdzają, że lądowe turbiny wiatrowe zainstalowane w bezpiecznych odległościach nie stanowią zagrożenia dla zdrowia ludzi. Zaś tak zwany „syndrom turbin wiatrowych” pozostaje pojęciem spoza głównego nurtu nauk medycznych. Nie oznacza to jednak, że farmy wiatrowe są całkowicie obojętne dla otoczenia – hałas, migotanie cieni czy zmiana krajobrazu mogą wpływać na komfort życia i społeczną akceptację dla takich inwestycji.
Obecny stan wiedzy nie potwierdza powszechnego zagrożenia dla zdrowia człowieka, ale wskazuje na potrzebę odpowiedzialnego planowania lokalizacji farm wiatrowych i uwzględniania ich wpływu na jakość życia mieszkańców.